sobota, 14 sierpnia 2010

cos nowego

Nie bylo mnie przez kilka dni. Wszystko tutaj dzieje sie tak szybko a nowy jork jest tak roznorodny, ze jesli sie nie pokocha jednej jego czesci to pozostaje jeszcze 50 innych. przez ostatnie dni, bylysmy z Ania w dziesiatkach ciekawych miejsc. Zwiedzamy zasadniczo bez planu - a wlasciwi plan sam sie tworzy. Bywamy w dziwnych miejscach - jadamy w prawdziwych amerykanskich fassfoodach - bo gdzie jak nie w usa, dla wielbicielek i wielbicieli seksu w wielkim miescie - bylysmy w Mongolia cafe na babeczkach:), przedwczoraj zapuscilysmy sie w najodleglejszy zakatek dzielnicy Queens, zeby zjesc prawdziwe idyjskie danie - i co musze przyznac - bylo to najlepsze z najlepszych dan indyjskich, ktore jadlam (a fakt faktem jest to moja ulubiona kuchnia) - a to byl kurczak w sosie curry ze smietana. Niebo w ustach... nawet wspomnienie mnie pobudza. 3 dni temu poznalysmy u Angel, chlopaka (ktory okazal sie byc 40 latkiem - ale 40 latkiem mlodym duchem). Gadalismy troche i koniec koncow zgadali sie z Angel i postanowili zabrac nas w sobote na wycieczke do Storm King Art Center (kto o tym nie slyszal i nic o tym nie wie (tak jak ja nie mialam pojecia) to zachecam do wyszukania w necie. I wlasnie jestem po tej wyprawie. Jest to ok 70 mil - czyli ok 120 km. on NYC. Miejsce jest absolutnie genialne. W ogromnym parku ustawione sa ogromne rzezby, niesamowicie skomponowane z terenem. Jest nawet praca Abakamowicz - co napawa duma mloda polke podrozujaca po swiecie. To bylo jedno z najlepszych doswiadczen w moim zyciu. Sami spojrzcie jak to wyglada - zdjecia umieszcze jak juz bede w Charleston. Pisze bardzo szybko i byc moze niezupelnie skladnie ale tyle mysli mi sie nasuwa.
No to juz wszystko w tej szybkiej relacji. Postaram sie pisac regularnie. A po srodzie ozdabiac posty zdjeciami a wypowiedzi glebokimi przemysleniami. Tak czy siak czuje sie swietnie, Tylko brakuje mi Was strasznie (choc chyba najbardziej dziuby), zeby moc sie z Wami zachwycac tymi atrakcjami. Sciskam:)

Brak komentarzy: