środa, 24 listopada 2010

Od Halloween do Thanksgiving

Szanowni Państwo,
minal juz ponad miesiac od mojego ostatniego postu. Wiem, to dlugo i wiem, ze nie na  tym polega prowadzenie bloga. Ale on jest moim pierwszym i jeszcze nie przywyklam do tego, ze jak dzieje sie cos ciekawego to trzeba o tym napisac - publicznie:). Jednakże skoro sa tacy, ktorzy chetnie zerkaja co sie u mnie dzieje, to postaram sie w ostatnich tygodniach poprawic i dawac znac nieco czesciej.
Moze zaczne od Halloween- bo jest to produkt iscie amerykanski a chronologia na to pozwala. Wszyscy zaczeli przygotowania juz na 2 tygodnie przed. Podczas zajec  regularnie ktos pytal sie mnie czy juz mam kostium na halloween i co robie. Mi wydalo sie to co najmniej dziwne. Ale kiedy udalysmy sie do klubu ( w zasadzie nie przebrane) zrozumialysmy o co wszystkim chodzilo. Parkiet byl pelny ludzi. Wiekszosc, pomimo ze byli glownie to nasi znajomi, albo osoby znane z widzenia (tak nasza szkola jest bardzo mala i prawie wszystkich sie kojarzy) wygladala zaskakujaco. Dziewczyny byly w wiekszosci w jakis formach bielizny, natomiast chlopcy, byli ubrani bardziej kompletnie:) i mozna by rzec zjawiskowo. Peruki, falbany, i pantalony:) Ja strasznie chcialam byc Gnijaca Panna Mloda - bo mialam biale przescieradlo do dyspozycji - jednak moje osobiste stylistki: Kasia i Ania, po zobaczeniu mnie - owinietej przescieradlem stwierdzily ze daleko mi do idealu Bartona i, że lepiej żebym przebrała się za prostytutke:). Myslalam ze czerwony stanik i czarna sukienka - beda lekko perwersyjne, ale .... Nie tu:)
W ramach Halloween nasi opiekunowie zabrali nas do Huntington. Tam czekała nas atrakcje w formie domu oświetlonego 3 tysiacami świec - mezczyzna ok. 50 stracil glowe dla dyn i co roku przygotowuje nowe wersje dyniowego szalenstwa. W tym roku na pionowej powierzchni ok 5 m2 zrobil pewna forme orkiestry. Po puszczeniu utworu klasycznego w zaleznosci od tego jakie instrumenty graly - zapalaly sie odpowiednie dynie z wycietym danym instrumentem.  To bylo cos:) Musze poszukac kogos kto ma zdjecia... trudno to opisac latwiej pokazac.
Na zapleczu domu, mozna bylo sobie wyciac wlasna dynie:) co tez zrobilam. Dynie byly juz wypatroszone i przy uzyciu  jakiejs dziwnej maszyny wycinalo sie ksztalt narysowany przez wizjonera dyniowego:) Był w tym urok i odrobina szalenstwa.

Juz troche pozno. Jutro napisze wiecej:)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Miła ma, czytam z niesłabnącym zainteresowaniem a tu nagle koniec - urywasz w połowie opowieści!;) Czekam na więcej to, co napisane tak szybko nie wywietrzeje z pamięci, ściskam, ściskam. Besos Marzenka