środa, 25 sierpnia 2010

Moi:)
Zacznę od krotkiego opisu wrazen z Hipnozy. Był to chyba jeden z najbardziej zabawnych wieczorow w moim zyciu (licząc nawet te z uzywkami). Na nasz uniwesytet przyjechal czlowiek, ktory zajmuje sie profesjonalnie hipnoza i przy okazji stara sie, zapoznawac studentow ze szkodliwoscią tego napoju. Ogolnie dla mnie ta sprawa byla marginalna. Ale... Temu czlowiekowi udalo sie zahipnotyzowac ponad 30 ochotnikow (osoby ktore sie zglosily). Ci ludzie zupelnie przestali kontaktować z rzeczywistoscia, robili dokladnie to o co on ich prosil. Moze jakies przyklady. Jednemu chlopakowi wmowil, ze jak on wymowi slowo tarzan to on ma zachowywac sie jak tarzan i znalezc swoja Judy. No i wlasnie tak sie stalo. Po uslyszeniu tego ok. 20 letni chlopak - calkiem przypakowany, zdjal koszulke, zaczal uderzec sie piesciami w piers i wydawac malpie okrzyki, a potem jak malpa zaczal skakac po sali i kiedy zobaczyl 50 letnia kobiete (byla to zona jednego z profesorow), zlapal ja za reke i wciaz idac jak mapla doprowadzil ja do sceny. To bylo tak komiczne, ze plakali wszyscy ze smiechu. POtem hipnotyzer wybudzil go i sie zapytal "co robisz" a on zupelnie nie potrafil odpowiedziec. To bylo niezwykle. Drugiemu kolesiowi wmowil, ze sztuczne drzewo kolo niego pieknie pachnie  i on zaczal sie przysuwać do tego drzewa az w koncu wtulil sie w nie - a byl typem takego amerykanskiego kierowcy tira. Potem dziewczynom kazal jak uslysza piosenke lady marmollade maja zaczac zachowywac sie jakby wystepowaly w roli tancerek - i jak puscil ta piosenke to one faktycznie zaczely szalec na maksa. O matko, nawet jak teraz o tym pisze to chce mi sie smiac. Pewnie zastanawiacie sie jaki to mialo zwiazek z alkoholem - otoz pod koniec, rozdal on wszystkim zahipnotyzowanym butelki wody i powiedzial im, ze to alkohol. Po pietnastu minutach, na scenie zaczela sie odbywac swietna impreza. Ludzie przytulali sie do siebie, tanczyli ze soba, macali sie. Istne szalenstwo, a po pewnym czasie nie byli nawet w stanie ustac w pozycji wyprostowanej. Po jednym klasnieciu odzyskali swiadomosc i byli jakby wybudzeni ze snu. Niezwykle - wiem, ze trudno to adekwatnie opisac - ale uwierzcie mi to bylo prawdziwe i mega zabawne.
Dzisiaj juz zaczelismy zajecia. Pierwsze, ktore mialam to non - western literature - bardzo ciekawy, mega nakrecont koles, a drugie to experimental psychology - straszne nudy i prace domowe - wiec chyba sie wypisze.

Koncze
Buziak

2 komentarze:

Unknown pisze...

Wow, Ola, ale cuda w tej Ameryce! :) Zazdroszczę tego doświadczenia - chętnie sama wzięłabym w tym udział (jako widz).

Pisz dużo bo my w tej Polszy ciekawi jesteśmy zagramanicznego świata :P

Buziaki!
Zuz

Unknown pisze...

Tak się zastanawiam Ola, dlaczego Ty nie byłaś ochotnikiem i nie dałaś się zahipnotyzować. To byłby szał. Ty masz taki potencjał. :)