Niektórzy się tym zachwycają, inni nazywają gnijącym mózgiem, ale tak to już jest, że kiedy człowiek trafia do zupelnie innej kultury, chciał nie chciał coś w nim musi się zmienić. W moim przypadku ta zmiana dotyczny nastawienia i uczestnictwa w wydarzeniach sportowych. Otóż od mojego przybycia do stanów uczestniczyłam w dwucyfrowej liczbie wydarzeń tego typu. Od piłki noznej, którą tutaj nazywają soccer, przez tenis na footballu koncząc. W dodatku już nie mogę się doczekać rozpoczęcia sezon koszykówki ( dopiero w listopadzie:(). Nie wiem skąd to się wzięło, ale jest i moje zaangażowanie w gry zespołowe jest duże. W sobotę na boisku było ok. 150 facetów w obcislych spodenkach, wzajemnie się przewracających + pełne trybuny ludzi z naszego uniwersytetu. Wszyscy podskakiwali, krzyczeli, tanczyli... pili pepsi i jedli popkorn – a ja z nimi. Czy to mi się coś w mózgu przestawiło, czy to chwilowy stan adaptacji kulturowej, nie wiem - ale bawiłam się świetnie:).
W tym tygodniu nasza znajoma amerykanka (która była na takiej wymianie w Polsce) zabiera nas na wycieczkę, ostateczny kierunek jeszcze nie znany – ale na pewno będzie cudownie. Teraz trwa u nas okres zwany Indiańskim Latem. W ciągu dnia jest bardzo ciepło, w nocy trochę chłodniej... ale jest pieknie. Drzewa się powoli przebarwiają, a wokól naszej szkoły drzew jest niezwykle wiele.
1 komentarz:
ale czy ty wogole znasz zasady tych gier, czy podskakujesz ze szczescia losowo?
Prześlij komentarz